Narcyz czy po prostu pewny siebie?

Narcyz czy po prostu pewny siebie?

Gdzie kończy się zdrowa samoocena? CZĘŚĆ I

Uczymy dzieci: „uwierz w siebie”, „bądź sobą”, „jesteś wyjątkowy”. I słusznie. Problem pojawia się wtedy, gdy „Ja” staje się bożkiem, a świat i inni ludzie mają obowiązek krążyć wokół niego i spełniać jego potrzeby.
Jak rozpoznać narcyza i jak wychować dziecko, tak żeby nie wyrósł z niego mały tyran z wielkim ego?

Czy zdarzyło ci się spotkać kogoś tak pochłoniętego sobą, że najwyraźniej przestaje zauważać potrzeby innych? Albo osobę, która na pierwszy rzut oka jest czarująca i pewna siebie, a po bliższym poznaniu okazuje się egocentrykiem, dla którego liczy się tylko własna wygoda, własne emocje, własne sukcesy? Być może spotkałeś narcyza.
W wychowaniu od lat powtarza się zalecenie: budujmy w dzieciach wysokie poczucie własnej wartości. Gdy przeglądałam książki o kompetencjach społecznych dla dzieci i nastolatków, rzucały się w oczy tytuły:
Jesteś ważny, Uwierz w siebie, Podbij świat. To ważne przesłanie. Jednocześnie rodzi się
pytanie: Gdzie kończy się zdrowa samoocena, a zaczyna narcyzm?

Narcyzm – nie tylko „miłość własna”

Narcyzm (osobowość narcystyczna) nie jest to po prostu „lubienie siebie”. To zaburzenie
osobowości. Nazwa nawiązuje do mitu
o Narcyzie, który zakochał się we własnym odbiciu, nie był w stanie oderwać od niego oczu i umarł z tęsknoty. Na jego grobie wyrosły białe kwiaty o złotym środku – narcyzy. Ten obraz jest zaskakująco trafny.
Ludzie z narcystycznym wzorcem zachowań zwykle są przekonani, że wyróżniają się spośród reszty. Chcą być podziwiani, potrzebują uznania i traktują je jak coś absolutnie naturalnego.
Kiedy opowiadają o sobie, wiele rzeczy urasta do rozmiarów imponujących osiągnięć – talenty, sukcesy czy atrakcyjność bywają mocno przerysowane. To nie wynika ze złej woli, tylko z głębokiej potrzeby, by potwierdzić własną wartość. Problem pojawia się wtedy, gdy oczekiwania dotyczące szczególnego traktowania wchodzą w konflikt
z rzeczywistością.
W relacjach taki człowiek bywa wymagający. Oczekuje, że inni będą go podziwiać, ustępować, doceniać, a jeśli tak się nie dzie­je, potrafią tak manipulować drugą osobą, by miała poczucie winy, że „skrzywdziła” narcyza.
Jednocześnie osoby narcystyczne niezwykle źle znoszą krytykę. Nawet drobna uwaga może zostać odebrana jak osobisty atak.
I tu dochodzimy do najciekawszego: pod warstwą pewności siebie często kryją się emocje, o których nikt głośno nie mówi. Wstyd. Lęk przed porażką. Poczucie, że jest się niewystarczającym. Te uczucia są zwykle mocno schowane, nawet przed samą osobą, która ich doświadcza.
Dlatego warto patrzeć na narcyzm nie jak na „złą cechę”, ale raczej jak na zestaw strategii obronnych, które kiedyś komuś pomogły przetrwać. Dziś jednak często przynoszą więcej szkody niż pożytku. W kontakcie z takimi osobami – czy to w rodzinie, w pracy czy szkole – kluczowe jest spokojne stawianie granic, niepoddawanie się presji i niebranie ich zachowań do siebie.

Narcyz głośny i narcyz „miły”

 Większość ludzi wyobraża sobie narcyza jako kogoś spektakularnego: głośnego, dominującego, alergicznego na krytykę. Taki „klasyczny” obraz – tzw. narcyzm wielkościowy – rzeczywiście istnieje i bywa łatwy do rozpoznania.
Psychologia zwraca jednak uwagę, że narcyzm ma wiele twarzy. Obok formy wielkościowej mamy też tzw. narcyzm wrażliwy: osoby nadmiernie skupione na sobie, ale jednocześnie lękowe, zranione, grające raczej rolę ofiary niż zwycięzcy. Do tego dochodzi tzw. narcyzm wspólnotowy: ktoś kreuje się na „dobrego”, „zaangażowanego społecznie”, „moralnie lepszego”, ale w gruncie rzeczy chodzi o to, by wszyscy podziwiali jego dobroć. To „święty” na pokaz, który potrzebuje świadków swoich cnót.
Może to być intelektualista przekonany, że zawsze ma rację, moralista wyższościo­wo pouczający innych, „miły” i wiecznie uśmiechnięty partner, który jednak nigdy nie bierze na siebie realnej odpowiedzialności. Na pierwszy rzut oka taki człowiek wydaje się rozsądny, wrażliwy, zaangażowany. Dopiero po czasie zauważamy, że cokolwiek by się działo – ostatecznie chodzi o niego.
Dlatego w praktyce najważniejsze jest nie tyle to, jak kogoś nazwiemy, ile to, jakie wzorce zachowania powtarzają się w czasie.

Jak wygląda narcyz na co dzień

Jak rozpoznać, że nie chodzi o „trudny charakter”, ale o utrwalony, narcystyczny styl funkcjonowania?
Zwróć uwagę, co dzieje się, gdy się dzielisz czymś dla ciebie ważnym. Osoba o cechach narcystycznych często minimalizuje problem, szybko przerzuca uwagę na siebie albo składa empatyczną deklarację, która znika
w momencie, gdy trzeba włożyć wysiłek i coś realnie zrobić. Gdy jest ewidentnie w błędzie, odpowiedzialności unika jak ognia. Przeprosiny, jeśli się pojawiają, przychodzą w pakiecie z tłumaczeniami, kontratakiem („to przez ciebie”), albo błyskawicznym „no dobrze, już zostawmy to”, bez realnej zmiany zachowania.
Umowy i ustalenia nie trzymają się rzeczywistości. Te same błędy powtarzają się miesiącami. Pojawiają się podwójne standardy: dla niego – specjalne zasady i wyjątki, dla ciebie – sztywne wymagania. Zaczynasz łapać się
na tym, że ciągle „zarządzasz” jego nastrojem, żeby tylko był spokój, nawet w zwykłe dni.
Pomoc i hojność, jeśli się pojawiają, bywają obwarowane haczykami. Narcyz skrupulatnie liczy, kto komu co „zawdzięcza”, lub oczekuje publicznego uznania za swoją dobroć. Typowe jest także wplątywanie w re-
lację osób trzecich, aby wywrzeć na tobie presję, zasiać w tobie wątpliwość, czy aby na pewno masz rację.
Granice przyjmowane są bardzo słabo. Gdy mówisz „nie”, pojawia się gniew, obrażanie się, milcząca kara, próby zagadania tematu lub uwiedzenia urokiem. Twoja prośba o wsparcie bywa odwracana w komunikat: „jesteś przewrażliwiony / przesadzasz”. Zadania, które przynoszą korzyści jemu, są wykonywane szybko i sprawnie, wspólne obowiązki – odkładane, deprecjonowane lub zrzucane na ciebie.
A ty? Zauważasz, że po rozmowach z nim czujesz się mniejszy, bardziej zagubiony, mniej pewny własnego osądu. I dziwnie odpowiedzialny za jego samopoczucie – nawet wtedy, gdy na chłodno widzisz, że to on przekroczył granice.
Pojedynczy taki epizod nie czyni z nikogo narcyza. Ale jeśli podobne sceny powtarzają się miesiącami, w różnych sytuacjach, a zmiany nie widać mimo próśb i rozmów – mamy do czynienia z wzorcem, a nie z „gorszym dniem”.

Kultura „Ja”

Viktor Frankl, twórca logoterapii, zwraca uwagę na pustkę egzystencjalną współcze­snego człowieka. Paradoks polega na tym, że im bardziej koncentrujemy się na sobie, tym bardziej rośnie w nas neurotyczność, lęk, wewnętrzne rozedrganie. Narcyz jest wręcz uosobieniem tej tendencji.
Christopher Lasch, autor książki Kultu­ra narcyzmu, jako źródła problemu wskazuje społeczeństwo konsumpcyjne, nastawione na natychmiastową gratyfikację własnych potrzeb, połączone z dewaluacją wartości, takich jak odpowiedzialność za innych, solidarność, altruizm. Do tego dochodzi zalew „ideologii terapeutycznych” – przesadna zachęta, by w nieskończoność rozdrapywać własne krzywdy, koncentrując się niemal wyłącznie na swoim „wewnętrznym dziecku”, a coraz mniej na tym, co wnosimy do świata.
Osobnym, bardzo silnym czynnikiem jest Internet. Dziś nie trzeba reprezentować sobą nic szczególnego, by stać się „influencerem”. W wielu mediach społecznościowych im bardziej głupie czy wręcz zdegenerowane zachowanie się pokazuje, tym większą uzyskuje się popularność. Algorytmy premiują to, co przyciąga uwagę – a twarz przyciąga ją bardziej niż krajobraz. Z kolei twarz wzbudzająca emocje (też antypatię w stylu – „Co on sobie myśli?! Kim jest, że tak się przechwala?!”)daje jeszcze większą oglądalność. A zatem narcyz ma większe szanse na popularność
w mediach społecznościowych niż ktoś two-rzą­cy użyteczne wpisy czy nagrania.
W rezultacie media społecznościowe stanowią karmę dla narcyzmu, jeszcze go potęgując. ■

Zostaw komentarz