Współczesny mężczyzna coraz częściej słyszy, że jeśli nie umie długo i szczegółowo mówić o emocjach, to jest niedojrzały, zamknięty albo „odcięty od siebie”. To uproszczenie. Badania pokazują coś znacznie bardziej złożonego: kobiety częściej są bardziej ekspresyjne, ale to nie znaczy, że mężczyźni mniej czują. Często po prostu regulują emocje inaczej – poprzez działanie, ruch, zadanie, naprawianie świata albo porządkowanie czegoś konkretnego. I właśnie tę oto różnicę warto wreszcie potraktować poważnie.
Nie każdy wyraża emocje słowami
W wielu poradnikach i w niemałej części współczesnej psychologii przyjęto milczące założenie, że dojrzałe przeżywanie emocji polega przede wszystkim na ich nazywaniu, omawianiu i werbalnym „przetwarzaniu”. Tyle że ten model opisuje raczej styl funkcjonowania wielu kobiet niż mężczyzn. Kobiety, statystycznie rzecz biorąc, częściej są bardziej ekspresyjne emocjonalnie, co jest dobrze potwierdzone. Nie wynika z tego jednak, że mężczyźni doświadczają mniejszych lub płytszych emocji.
W klasycznym badaniu A.M. Kring i A.H. Gordon kobiety potrafiły lepiej opisać przeżywane emocje słowami, ale nie różniły się od mężczyzn pod względem deklarowanego przeżywania emocji. Innymi słowy: różnica dotyczy raczej formy wyrazu niż samego wewnętrznego doświadczenia. To bardzo ważne rozróżnienie. Mężczyzna, który po trudnym dniu nie siada od razu do rozmowy o uczuciach, tylko idzie pobiegać, naprawia motocykl, rąbie drewno, jedzie na ryby lub też zanurza się w pracę ręczną, niekoniecznie „ucieka od swoich emocji”. Często właśnie wtedy robi z nimi porządek.
Problem nie polega na tym, że on nic nie czuje
W debacie o męskości dużą rolę odgrywa koncepcja tzw. normatywnej męskiej aleksytymii (analfabetyzmu emocjonalnego), kojarzona z Ronaldem Levantem. Mężczyźni, według tej koncepcji, mają mieć trudność z rozpoznawaniem i nazywaniem własnych stanów emocjonalnych, ponieważ zostali tak ukształtowani przez kulturę męskiej twardości. Sama hipoteza stała się bardzo wpływowa i do dziś mocno oddziałuje nie tylko na popularne myślenie o mężczyznach, ale niestety także na podejście psychoterapeutów.
Późniejsze badania pokazują, że twierdzenie, iż mężczyźni są analfabetami emocjonalnymi i to wskutek opresyjnego „patriarchalnego” wychowania, jest bezpodstawne. Badanie A.H. Fischer, M.E. Kret i J. Broekens z 2018 r., oparte na dużej próbie społecznej, liczącej ponad 5 tys. osób, nie potwierdziło nawet prostego stereotypu, że kobiety zawsze lepiej odczytują i rozumieją emocje. Autorzy stwierdzili wprost brak różnic płciowych w percepcji emocji. Mężczyźni rozpoznają emocje, są ich świadomi. To oznacza, że trzeba odróżnić dwie rzeczy: rozpoznawanie emocji i mówienie o emocjach. A to nie jest to samo.
Mężczyzna często reguluje napięcie przez działanie
Dla wielu mężczyzn językiem wyrażania emocji jest działanie. Kiedy rośnie napięcie, ciało domaga się ruchu, wysiłku, celu, zadania, konkretu. W ten sposób mężczyźnie łatwiej odzyskać poczucie wpływu i równowagi. To właśnie tu kobiety najczęściej popełniają błąd interpretacyjny. Mówią: „On nic nie chce powiedzieć”. A tymczasem on mówi – tylko niekoniecznie słowami. Mówi, kiedy bierze się za remont; gdy proponuje wyjazd zamiast rozmowy przy stole; gdy po konflikcie chce iść w góry, popracować fizycznie albo zrobić coś razem. Dla kobiety, która oczekuje rozmowy „o tym, co czujesz”, takie zachowanie może wyglądać jak zamknięcie. Dla mężczyzny z kolei nacisk na natychmiastową werbalizację może być przeżywany jak przymus posługiwania się obcym językiem. I wtedy nie rodzi się bliskość, tylko poczucie porażki.
Od wielu lat mówi o tym Mark Gungor w warsztatach „Przez śmiech do lepszego małżeństwa”. Dokładnie o tym. Gdy kobieta widzi, że mężczyzna jest zestresowany, oferuje mu najlepszą jej zdaniem radę: „Opowiedz mi o tym”. A gdy on widzi u niej stres, też proponuje najlepsze z jego perspektywy rozwiązanie: „Już nie drążmy tego tematu, zróbmy coś”. Rezultatem są konflikty i często wrażenie ze strony kobiet, że mężczyźni ich nie rozumieją. I nacisk, by stali się bardziej jak kobiety opowiadające wprost, a zarazem długo i zróżnicowanie o swoich przeżyciach.
Co to znaczy dla żon?
Najpierw rzecz najważniejsza: nie warto mylić inności z brakiem dojrzałości. To, że mężczyzna nie chce godzinami analizować własnych stanów, nie musi znaczyć, że jest emocjonalnym analfabetą. Często po prostu potrzebuje innej drogi dojścia do tego samego punktu. Dojrzała kobieta nie powinna oczekiwać, że zdrowy mężczyzna będzie przeżywał dokładnie tak jak ona. Jeśli mąż po napiętym dniu potrzebuje ruchu, pracy, ciszy, jazdy autem, warsztatu, siłowni czy marszu, warto zobaczyć w tym nie zagrożenie dla relacji, a sposób odzyskiwania równowagi.
Oczywiście to nie oznacza, że kobieta ma zrezygnować z potrzeby rozmowy. Chodzi o coś innego: by nie robić z kobiecego stylu emocjonalnego jedynej normy człowieczeństwa. Można powiedzieć mężczyźnie: „Chcę cię lepiej rozumieć. Powiedz mi, co ci pomaga, kiedy jest ci ciężko”. To znacznie lepsze niż słowa oskarżające: „Dlaczego ty nigdy nie mówisz o uczuciach?”
Co to znaczy dla mężczyzn?
Mężczyźni dziś bardzo łatwo wpadają w poczucie winy. Słyszą, że są zbyt mało komunikatywni, zbyt mało emocjonalni, zbyt zadaniowi, zbyt mało „w kontakcie ze sobą”. I zaczynają podejrzewać, że ich spontaniczny styl regulowania napięcia jest czymś podejrzanym. Nie jest. Jeśli zdrowo korzystasz z działania, ruchu, sportu, pracy fizycznej, tworzenia, naprawiania, budowania albo innych konkretnych form aktywności po to, by wrócić do psychicznej równowagi, to nie znaczy, że uciekasz od emocji. Może znaczyć dokładnie odwrotnie: że umiesz je regulować w sposób zgodny z własną naturą.
Trzeba jednak postawić jasną granicę. Działanie jest zdrowe wtedy, gdy porządkuje emocje, a nie wtedy, gdy je znieczula. Jest różnica między pójściem pobiegać po konflikcie a zapiciem napięcia alkoholem, ucieczką w pornografię lub inne uzależnienie. Jakie jest kryterium rozpoznania granicy? Jeśli po danym działaniu jesteś spokojniejszy, mniej napięty, czujesz się lepiej i jest ci łatwiej w relacjach z innymi – to jest OK. Jeśli zaś czujesz się przytłoczony, zgnębiony, masz kaca (też moralnego) – potrzebujesz pomocy w nauczeniu się zdrowszych sposobów regulacji emocji.
Mężczyzna nie powinien dać sobie wmówić, że jego sposób przeżywania jest z natury gorszy. Powinien natomiast nauczyć się jednego: powiedzieć choć kilka prostych zdań, które pozwolą bliskim zrozumieć, co się z nim dzieje. Czasem wystarczy: „Muszę to teraz rozchodzić”, „Potrzebuję działania, żeby się uspokoić”, „Wrócę do rozmowy za godzinę”. Innymi słowy – pozwólmy mężczyznom na przepracowywanie emocji w ich własny sposób. Lepiej się rozumiejąc, możemy tworzyć bardziej udane związki i relacje.
