Jubileusz franciszkański,czyli: co by było, gdyby…

Chcąc lepiej zrozumieć wielkość Franciszka, odwołajmy się do przykładu góry. Aby uzmysłowić sobie wielkość wysokiej góry, trzeba się od niej oddalić i nabrać dystansu. Dopiero z tej perspektywy jej ogrom i niebotyczny majestat stają się bardziej oczywiste i możliwe do ogarnięcia. Ta reguła znajduje swe zastosowanie również w procesie odkrywania autentycznej miary wielkich ludzi. Potrzeba czasu, by ich szczególny wpływ i znaczenie mogły naprawdę wybrzmieć i odsłonić swą ponadczasową moc w różnych wymiarach rzeczywistości.
Spotkanie św. Franciszka z siostrą śmiercią, wieńczące 45 lat życia i 20 lat podążania drogą świętej Ewangelii, uobecnia ewangeliczny paradoks ziarna, które „obumierając, przynosi plon obfity”. Zakon, który w chwili Jego śmierci liczył już kilka tysięcy członków, szybko rozprzestrzenił się na wszystkie kontynenty. Rozmiaru „obfitego plonu” życia Franciszka nie da się jednak sprowadzić wyłącznie do tego, co wiąże się z Jego zakonem. Charyzmat, który zapoczątkował nasz Święty, stanowi po dziś dzień najliczniejszą formę życia konsekrowanego w Kościele, pośród której dojrzało do chwały ołtarzy ponad pół tysiąca Świętych i Błogosławionych.
Chcąc sobie lepiej uzmysłowić, jak wiele Kościół i świat zawdzięczają postaci św. Franciszka, spróbujmy dokonać nieco prowokacyjnego zabiegu myślowego.
Rozważmy, co by było, gdyby w ogóle Go nie było, czy też – co by było, gdyby syn kupca Piotra Bernardone u progu dorosłości nie usłyszał albo nie podjął skierowanego do Niego Chrystusowego wezwania: „Franciszku, idź i odbuduj mój Kościół”.
Taki sposób spojrzenia na przeszłość, noszący znamiona history fiction i popuszczania wodzy fantazji, w istocie może stać się skutecznym narzędziem poszukiwania i odkrywania prawdy dziejów. Pozwala bowiem dostrzec nieoczywistość, wyjść poza utarte schematy myślenia, odważyć się spojrzeć innymi oczami. Zapytajmy zatem: „Co by było, gdyby Go nie było?”.

Ewangelia bez dosłowności

W życiu Franciszka Kościół otrzymał niezwykły przykład wcielenia Ewangelii w całym jej radykalizmie, bez racjonalizowania i interpretowania, bez jakichkolwiek złagodzeń i akomodacji. Nie znaczy to, że nie było Świętych na przestrzeni dziejów, którzy ukazywali sobą moc Dobrej Nowiny. Żaden z nich jednak nie czynił tego w sposób tak ewidentny i transparentny, aż do stania się żywym obrazem ukrzyżowanego Pana (Franciszek otrzymał stygmaty w 1224 r. i nosił je na swoim ciele aż do śmierci). Dlatego też tylko względem Biedaczyny bywa używane określenie alter Christus („drugi Chrystus”).
Chrześcijaństwo bez Franciszka straciłoby to niezwykle wymowne świadectwo, że ideał ewangeliczny nie jest jedynie wzniosłą „utopią”, ale osiągalnym stylem spełnionego życia, inspirowanego mocą Ducha Świętego.

Ubóstwo bez radości

Franciszek odkrył uniżenie i ogołocenie Syna Bożego, który z miłości do nas stał się jednym z nas. Droga umniejszania się i ubóstwa stała się dla Niego nie tyle ascetycznym wyrzeczeniem, co nade wszystko duchowym wzbogaceniem i podążaniem po królewskiej drodze Pana.
Bez Franciszka chrześcijańska duchowość nie miałaby tak wyrazistego świadectwa, że można żyć w skrajnym ubóstwie materialnym i jednocześnie promieniować radością, której
nie potrafi dać żadne bogactwo świata.

Kościół bez korekty ubóstwa

Początek XIII w. to czas głębokiego kryzysu duchowego: bogacący się Kościół instytucjonalny tracił wiarygodność wobec ruchów heretyckich (katarów i waldensów). Głosiły one, że prawdziwa świętość wymaga odrzucenia posiadania tego, co materialne. Bez Franciszka Kościół nie otrzymałby własnej, ortodoksyjnej odpowiedzi na ten kryzys. A było nią żywe świadectwo, że ubóstwo ewangeliczne można przeżywać w pełnej jedności ze Stolicą Apostolską, a nie przeciwko niej.
Duchowi synowie św. Franciszka (i dominikanie) uchronili średniowieczny Kościół przed schizmami znacznie poważniejszymi niż te, które faktycznie się wydarzyły. Bez tego doświadczenia trudno wyobrazić sobie także późniejszą reformę trydencką, która czerpała z tego samego ideału ewangelicznej prostoty.

Boże Narodzenie bez żłóbka i szopki

W 1223 r. w Greccio Franciszek zorganizował pierwszą w historii żywą szopkę Bożonarodzeniową. Chciał, aby uczestnicy „na własne oczy zobaczyli niedogodności, w jakich się znalazł Chrystus”. Ten prosty, czytelny dla wszystkich sposób wyrazu zapoczątkował piękną tradycję, która od wieków kształtuje pobożność i wrażliwość milionów chrześcijan na całym świecie. Bez Franciszka nie byłoby nie tylko żłóbka, ale i tak mocnego podkreślenia ludzkiego wymiaru Misterium Wcielenia. Zadziwia fakt, jak jeden człowiek potrafił trwale zmienić język, jakim wiara komunikuje się z sercem.

Literatura włoska bez pierwszego zdania

Pieśń słoneczna, ułożona przez Franciszka pod koniec życia, jest uznawana przez filologów za najstarszy zachowany tekst zapisany w języku starowłoskim. Święty w liturgii posługiwał się łaciną, ale w modlitwie osobistej wypowiadał się w języku serca. W nim też głosił kazania do ludu. Bez Jego świadomego i odważnego wyboru języka potocznego zamiast uczonej łaciny jakże inaczej mogłaby potoczyć się droga do Dantego i jego Boskiej komedii. Franciszek, nie planując, stał się jednym z ojców literatury włoskiej. Gdyby nie On, to kultura europejska musiałaby czekać na kogoś innego, kto odważyłby się mówić o Bogu językiem zwykłych ludzi.

Wnioski?

Jest jeszcze wiele dobra, które świat zawdzięcza Biedaczynie z Asyżu. Gdyby zabrakło tego jednego istnienia, i to przeżytego właśnie tak, jak zostało ono przeżyte, brakłoby tej niepowtarzalnej syntezy radości i wyrzeczenia, dialogu
i wierności, prostoty oraz głębi duchowej, które Franciszek wniósł swym krótkim życiem.
Z powyższych rozważań wynika istotny wniosek: jeden człowiek, całkowicie oddany prawdzie, rozmiłowany w Bogu i w pełni uległy Jego woli może zmienić bieg historii Kościoła i świata. Może być bardziej skuteczny niż niejeden sobór czy armia – nie dlatego, jakoby dysponował ludzką władzą czy szczególnymi zasobami, ale dlatego, że nie stawiał w sobie granic życiodajnemu działaniu Bożego Ducha.
Św. Bonawentura napisał, że Bóg wzbudził Franciszka, „by przygotować drogę” dla odnowy Kościoła (Życiorys większy, Prolog). Potwierdza to minione 800 lat historii: duchowości, teologii, pobożności ludowej, literatury i sztuki. W każdej kolejnej epoce Franciszek zadziwia i inspiruje do życia Ewangelią nowe pokolenia.
Nasze pytanie: „Co by było, gdyby Go nie było?” i wynikające z niego hipotetyczne spekulacje ostatecznie doprowadziły nas do jeszcze większej wdzięczności Panu Bogu za to, że Go nam dał. ■