800 lat temu, w sobotę, 3 października 1226 r. w Asyżu przy kapliczce Matki Bożej Anielskiej zmarł nasz ukochany św. Ojciec Franciszek. Porusza mnie głęboko opis Jego odejścia z tego świata. Przypomina mi słowa mówiące o Panu Jezusie: „umiłował swoich aż do końca”. Jakżeż pasują one do św. Franciszka. Patrząc w kierunku Asyżu, błogosławił swe miasto, błogosławił braci, których dał Mu Pan, błogosławił tych, którzy będą w następnych wiekach. Byliśmy zanurzeni w tym błogosławieństwie.
Franciszek, widząc płaczących i załamanych braci, resztkami sił mówi z serca mniej więcej takie słowa: „Bracia, nie płaczcie, Pan sam mnie uczył, jak mam żyć oraz jak z Nim współpracować w odbudowaniu Jego Kościoła. Ufajcie Panu Jezusowi. On was pouczy. Pan jest z wami, tak jak był i jest ze mną…”. Mówiąc, patrzył na nich z wielką miłością, a w nich na przyszłych naśladowców ewangelicznego życia.
Prosił braci, aby byli katolikami, kochali Kościół i siebie nawzajem, byli pokorni i ubodzy.
Promieniejąc obecnością Bożą, powiedział do braci, że póki mamy czas, czyńmy dobrze. Poprosił, aby Mu zaśpiewali Jego pieśń: „Pochwalony bądź, Panie mój, przez siostrę śmierć cielesną, której żaden człowiek żywy uniknąć nie może. Biada tym, którzy umierają w grzechach śmiertelnych. Błogosławieni ci, których śmierć zastanie w Twej najświętszej woli, albowiem śmierć druga nie wyrządzi im krzywdy. Chwalcie i błogosławcie mojego Pana, i dziękujcie Mu, i służcie z wielką pokorą”.
Św. Franciszek, odszedłszy z tego świata w miejscu poświęconym Matce Bożej, uczy nas, jak żyć, aby wejść do chwały Chrystusa. ■



