Welu małżonków uznaje dziś kryzys za dowód, że miłość się skończyła. Tymczasem częściej kończy się etap, a nie relacja.
ałżeństwo to związek, który jest początkiem czegoś większego – rodziny, gdzie życie toczy się nie wokół odizolowa-
nej pary, ale wokół małżonków z dziećmi, z przyjaciółmi, ale też z dalszą rodziną. Jednak współczesna kultura przedstawia je często jako rodzaj samotnej wyspy, gdzie dwoje ludzi musi zadbać o to, by wciąż być dla siebie nawzajem na tyle atrakcyjnymi, by druga osoba nie wymieniła nas na „lepszy model”. A jednocześnie para ta ma obowiązek czuć się dobrze w tej relacji.
Zawsze. Bo inaczej to oznaczałoby, że człowiek musi iść dalej, ponieważ druga strona nie zaspokaja jego potrzeb.
Jednym z głosów, które ten chaos porządkują, jest Esther Perel – psychoterapeutka od lat zajmująca się intymnością i kryzysami
w relacjach. Proponuje ona, by zamiast patrzeć na związki jak na konstrukcje, które trzeba naprawić, widzieć je jako żywe systemy. Takie, które nieustannie się zmieniają i wymagają nie tyle gotowych rozwiązań, co kreatywności, uważności i gotowości do redefinicji.
W jednym życiu możesz mieć kilka małżeństw. Z tą samą osobą!
Jedna z najbardziej prowokujących tez Esther Perel brzmi tak: w dorosłym życiu większość z nas przeżywa dwa albo trzy poważne związki romantyczne. Także i para pozostająca w wiernym związku małżeńskim. I nie chodzi tu o zdradę…
W tak prowokacyjnie ujętej tezie chodzi w gruncie rzeczy o sprawę prostą. Zmieniamy się. W wieku 40 lat jesteśmy kimś innym niż w wieku lat 20. Nie tylko dojrzewamy, ale nasze doświadczenia życiowe nas zmieniają. Nasze emocje, kwestie zaufania do innych ludzi, poczucie pewności siebie, bezpieczeństwa. Zmienia się nasza wiedza, a choć iloraz inteligencji jest dość trwały, zmienia się sposób rozumowania.
Także w małżeństwie następuje ta zmiana. Zmieniają się role, sposób bycia razem, wzajemne oczekiwania, intymność, bliskość emocjonalna… Pojawiają się dzieci i kompletnie zmieniają dynamikę związku.Pojawiają się kryzysy. I to właśnie rozumie Esther Perel jako „kolejne związki romantyczne” – to my zmieniamy się w relacji. Człowiek, z którym brało się ślub kilkanaście lat wcześniej, był inną osobą, niż jest dzisiaj.
A jednak niektóre pary próbują funkcjonować tak, jak na najwcześniejszym etapie – zakochania, fascynacji sobą nawzajem, i jeśli relacja nie spełnia tych kryteriów, wydaje im się, że miłość wygasła. A ona po prostu nie została w zdrowy sposób przepracowana.
Związek żywy wymaga zmian
E. Perel wyraźnie odróżnia związek, który jest jedynie „nie martwy”, od związku, który jest naprawdę żywy. Ten drugi opiera się na zdolności do wspólnego tworzenia się na nowo. To podejście stoi w sprzeczności z myśleniem, że relacja albo „działa”, albo „się psu-
je”. Tutaj zmiana nie jest porażką, tylko warunkiem rozwoju.
Taka perspektywa bywa ogromnie uwalniająca dla małżeństw. Zdejmuje presję, by być przez całe życie tą samą osobą – jak
w chwili ślubu. Pozwala zamiast pytania: „Czy przetrwamy?” postawić inne: „Kim możemy się teraz stać – jako odrębne osoby, jako para, jako rodzina?”.
Szczególnie pojawienie się dzieci wymaga przepracowania relacji w małżeństwie. Nadal mąż i żona są dla siebie nawzajem najważniejszymi osobami w rodzinie, jednak czas, rozmowy, odpowiedzialności zmieniają się. Twierdzenie, że z pojawieniem się dzieci miłość małżeńska schodzi na drugi plan, jest nieprawdą. Zwyczajnie, wymaga przepracowania.
Lęki u podłoża konfliktów małżeńskich
Według E. Perel, u podstaw wielu konfliktów małżeńskich leżą dwa bardzo głębokie lęki. Pierwszy to lęk przed porzuceniem. Drugi to lęk przed pochłonięciem, czyli przed utratą własnej tożsamości w relacji.
Perel zauważa, że lęki te są przeżywane zarówno przez kobiety, jak i mężczyzn, ale w najtrudniejszych relacjach – układają się symetrycznie, po obu stronach. Jedna osoba bardziej boi się, że zostanie opuszczona, więc szuka bliskości, rozmowy, potwierdzeń. Druga bardziej boi się, że straci siebie, więc reaguje dystansem, wycofaniem, potrzebą autonomii.
Ten mechanizm często ujawnia się w kłótniach o drobiazgi. Prośba o wyjęcie naczyń ze zmywarki czy wyczyszczenie kuwety potrafi uruchomić lawinę emocji, które nie mają wiele wspólnego z samą sytuacją. Dla jednej osoby wycofanie drugiej oznacza atak lęku: „…zostanę z tym sama, jak zawsze”. Dla drugiej – każda uwaga brzmi jak zagrożenie autonomii: „Oho, próbuje mną rządzić!”.
Kiedy to sobie uświadomimy, konflikt przestaje być walką o kontrolę czy rację. Staje się za to zaproszeniem, by popatrzeć na nasze lęki
i zastanowić się wspólnie, jak je rozproszyć.
Antidotum na konflikt to nie racja, lecz ciekawość
W sytuacji napięcia większość z nas działa automatycznie. Bronimy się, atakujemy, obwiniamy. Każda strona jest przekonana, że opisuje fakty, podczas gdy w rzeczywistości opowiada swoją subiektywną historię.
Esther Perel proponuje w tym miejscu jedno kluczowe narzędzie: ciekawość. Rozumianą jako świadome przejście od obronności do otwartości. Ciekawość to gotowość, by zapytać: „Jak ty to widzisz?”, bez natychmiastowej potrzeby poprawiania, tłumaczenia czy wygrywania.
To podejście wymaga niewielkiego wysiłku – wyłącznie uznania, że druga osoba ma swoją narrację, ukształtowaną przez doświadczenia, lęki i historię. Kiedy zamiast udowadniać rację, zaczynamy badać perspektywę drugiej strony, konflikt przestaje być polem bitwy, a staje się poszukiwaniem
rozwiązań.
Przestajemy w małżeństwie walczyć ze sobą nawzajem, a w zamian zaczynamy wspólnie walczyć z problemem.
Miłość i pożądanie to nie to samo
Jest jeszcze jeden element sprawiający, że ludzie zaczynają mówić o tym, iż „miłość wygasła”. Z kolejnymi latami małżeństwa wiele osób z niepokojem zauważa, że obniża się jakość lub częstość pożycia intymnego. Pojawia się wówczas myśl, że skoro jest mniej namiętności, to musi brakować miłości.
E. Perel stanowczo podważa to założenie.
Miłość i pożądanie to dwa różne doświadczenia – oparte na odmiennych zasadach. Miłość rozwija się tam, gdzie jest bliskość, bezpieczeństwo, przewidywalność i poczucie „My”. Pożądanie natomiast potrzebuje tajemniczości, elementów nowości oraz zaskoczenia.
E. Perel używa prostego obrazu: ogień erotyczny potrzebuje powietrza. Musimy go rozdmuchać, by zapłonął. Kiedy relacja staje się bardzo bliska, przewidywalna i oparta głównie na trosce, pożądanie często zaczyna gasnąć. Nie dlatego, że związek jest zły, ale dlatego, że te dwie potrzeby – bezpieczeństwa i przygody – wchodzą ze sobą w konflikt.
Zrozumienie tej różnicy pozwala przestać traktować spadek pożądania jak osobistą porażkę albo dowód, że „coś się skończyło”. Zamiast tego można zobaczyć erotykę jako dynamiczny element relacji, który wymaga uważności i świadomej pielęgnacji, właśnie przez dodawanie elementów romantyczności i przygody.
Co dalej z twoim małżeństwem?
Cztery idee Esther Perel łączy jedno wspólne przesłanie. Pojawiające się w małżeństwie zmiany powinniśmy przestać traktować jako problem lub kryzys. Są naturalnym etapem rozwoju miłości. Powinniśmy patrzeć na małżeństwo nie na jako coś trwałego, a na jako proces, który wymaga ciągłej uważności. Zamiast obsesyjnie „naprawiać” relację, warto uczyć się rozumieć, co naprawdę dzieje się między dwojgiem ludzi.
Od czego zacząć? E. Perel podaje jedno, kluczowe pytanie, które powinien sobie zadać każdy z małżonków: „Wiedząc o sobie to, co wiesz – co sprawia, że czasem trudno jest z tobą żyć?”. Potem możemy zacząć o tym rozmawiać i to przepracowywać. Proces – nie kryzys. ■

Zostaw komentarz
Musisz być zalogowany by dodawać komentarze.