Dojrzale pokochaj samego siebie!

Dojrzale pokochaj samego siebie!

Jako chrześcijanie, wiemy, że powinniśmy wypełniać przykazanie miłości. Nie zawsze jednak pamiętamy, że Pan Jezus nakazuje nam miłować: Boga, samego siebie i bliźniego. Dojrzała miłość siebie to nie egoizm, lecz stawianie sobie wysokich wymagań i upodabnianie się do Chrystusa.

Trudno jest być szczęśliwym wtedy, gdy inni ludzie, zwłaszcza bliscy, nas nie kochają. Jeszcze trudniej cieszyć się życiem wtedy, gdy nie kochamy samych siebie. W ta-

kiej sytuacji życie staje się nieznośnym ciężarem. Ogromnie przecież ciąży przebywanie dzień i noc z kimś, do kogo nie odnosimy się z miłością. Czy jednak wolno mi pokochać samego siebie? Może człowiek szlachetny kocha wyłącznie innych ludzi? Bóg wie o tych naszych dylematach i dlatego poleca nam, byśmy kochali bliźniego jak siebie samego!

Istnieją trzy powody, by odnosić się do samego siebie z miłością. Po pierwsze dlatego, żeby uszanować Boga i Jego miłość do nas. Jeśli nie szanuję samego siebie, to tym samym lekceważę miłość Stwórcy do mnie i Jego troskę o mój los. Po drugie, powinienem pokochać samego siebie, gdyż dopiero wtedy mam siłę, żeby pracować nad własnym charakterem i pokonywać moje słabości. Po trzecie, powinienem pokochać siebie po to, żebym był w stanie kochać bliźnich. Nie potrafię być dobry i życzliwy dla innych ludzi, jeśli nie umiem z przyjaźnią odnosić się do samego siebie.

W Starym Testamencie miłość w odniesieniu do siebie była wręcz najwyższą miarą miłości bliźniego. Dopiero Jezus jeszcze bardziej podniósł poprzeczkę, gdyż chce, byśmy i siebie, i bliźnich kochali aż tak, jak On pierwszy nas pokochał.

Błędne postawy wobec samego siebie

Pierwszy błąd w postawie wobec samego siebie polega na tym, że lekceważę czy nienawidzę siebie. Taka postawa prowadzi do rozpaczy. Drugi błąd to popadanie w skrajność przeciwną, czyli w egoizm. Egoista nie kocha siebie, lecz siebie ubóstwia. Nie dostrzega swoich słabości i grzechów. Nie kocha ludzi, lecz usiłuje żyć ich kosztem. W swojej arogancji nie wie, że w ten sposób wypacza własne człowieczeństwo i że będzie coraz bardziej nieszczęśliwy. Trzeci błąd to naiwny altruizm, czyli mylenie miłości bliźniego z podporządkowaniem się krzywdzicielowi. Nie kocha ani siebie, ani bliźnich ten, kto pozwala, by inni go wykorzystywali czy dręczyli. Kto dojrzale kocha siebie, ten wie, że ma być dla innych mądrym darem, a nie naiwną ofiarą.

Groźną pułapką jest przekonanie, że pokochać siebie to siebie zaakceptować. Akceptować to mogę np. cenę towaru, natomiast siebie powinienem kochać. Kto siebie akceptuje, ten blokuje własny rozwój, a kto odnosi się do siebie z miłością, ten mobilizuje siebie do rozwoju i świętości. Kto dojrzale kocha siebie, ten z radością – a nie ledwie z akceptacją! – przyjmuje do wiadomości, że w danym przypadku postępuje szlachetnie, a gdy błądzi, to prawdę o sobie przyjmuje ze smutkiem – a nie z akceptacją! – i wyciąga z niej wnioski.

Nie mniej groźną pułapką jest mylenie miłości do siebie z wyrabianiem sobie „pozytywnego” obrazu siebie. Taki obraz siebie jest zaburzony, bo jednostronny. Kto kocha siebie, ten mówi sobie całą prawdę o sobie, a prawda o każdym z nas nigdy nie jest wyłącznie pozytywna. Im ktoś jest dojrzalszy, tym bardziej zdaje sobie sprawę z tego, że ma zarówno szlachetne cechy i zachowania, które chce rozwijać, jak też takie cechy i zachowania, które go niepokoją i z których chce się uwalniać.

Wielu nastolatków myśli, że kochać siebie to budować wysokie poczucie własnej wartości. Takie przekonanie jest wysoce szkodliwe. Wyrabianie sobie wysokiego poczucia wartości niczego nie poprawi, gdyż życie oparte na poczuciach to budowanie domu na piasku. Dojrzale kochać siebie to wymagać od siebie wysoce wartościowego sposobu postępowania, a wtedy wszystko inne będzie nam dodane.

Niektórzy uważają, że mogą pokochać siebie dopiero wtedy, gdy będą doskonali. To błąd, gdyż miłość jest darem, a nie zapłatą. Także wtedy, gdy na razie w mojej słabości krzywdzę siebie i jestem wręcz wrogiem siebie, powinienem odnosić się do siebie z miłością. Bóg poleca, byśmy kochali nawet nieprzyjaciół. To polecenie odnosi się do wszystkich nieprzyjaciół, czyli także do tego nieprzyjaciela, którego nosimy w samym sobie. Jedynie wtedy, gdy odnosimy się do siebie z miłością, znajdujemy w sobie siłę potrzebną do pokonywania naszych słabości.

Zawrzyj pakt przyjaźni z samym sobą!

Miłość do samego siebie to nie to samo, co instynkt samozachowawczy. Nie pojawia się w nas spontanicznie i bez wysiłku z naszej strony. Przeciwnie, wymaga podjęcia świadomej decyzji, czyli zawarcia paktu przyjaźni z samym sobą. Taki pakt oznacza, że w odniesieniu do samego siebie będę odtąd wierny i uczciwy, czyli że nie będę krzywdził ani samego siebie, ani innych ludzi oraz że nikomu nie pozwolę, żeby mnie krzywdził. Wykluczenie krzywdy to jednak za mało.

Dojrzale pokochać samego siebie to naśladować Jezusa, który kocha mnie za nic i na zawsze, a jednocześnie chce, żebym się nawracał i stawał podobny do Niego. Pokochać siebie to stawiać sobie najwyższe, ewangeliczne wymagania. To wymagać od siebie dyscypliny, czujności, wolności od uzależnień, respektowania Dekalogu, słuchania Jezusa we wszystkim i w każdej sytuacji. To pamiętać, że drastycznie szkodzę samemu sobie wtedy, gdy siebie rozpieszczam, gdy ulegam moim słabościom, gdy sobie w czymś pobłażam albo gdy wiążę się z ludźmi, którzy mnie nie szanują i namawiają do zła.

Kto siebie kocha, ten jest dla siebie życzliwy i cierpliwy. Cieszy się sobą wtedy, gdy ma ku temu powody i potrafi przed samym sobą zapłakać wtedy, gdy pobłądził, czy gdy bez swojej winy znalazł się w trudnej sytuacji życiowej. Wie, że nikt z zewnątrz – ani Bóg, ani człowiek – nie jest w stanie obronić go przed nim samym, jeśli będzie siebie krzywdził, zamiast wzrastać w łasce, mądrości i miłości. Kto dojrzale kocha siebie, ten nie pozwala innym ludziom na to, by traktowali go jak swoją własność, z którą robią, co chcą. Nie pozwala na to również samemu sobie, bo nie chce stać się złodziejem, który – jak syn marnotrawny – samego siebie okrada ze zdrowia, z mądrości, wolności, miłości, czystości, radości i nadziei.

Pojednaj się ze sobą!

Kto z miłością odnosi się do samego siebie, wie, że musi mierzyć się ze swoimi słabościami tu i teraz, a także ze swoją przeszłością, która w przypadku wielu osób jest bolesna. Szczególnie boli nas przeszłość wtedy, gdy była ona zła z naszej winy. Kto odnosi się do siebie z miłością, ten nie zadręcza się złem, które popełnił, lecz tym bardziej stanowczo wymaga od siebie postępowania tu i teraz zgodnie z Dekalogiem. Wie bowiem, że jedynym sposobem na uwolnienie się od cierpień z przeszłości jest radość ze szlachetnej teraźniejszości.

Sprawdzianem miłości do samego siebie jest pragnienie świętości, czyli stawanie się coraz bardziej podobnym do Boga, który nas rozumie, kocha i uczy kochać: samych siebie oraz bliźnich. Kto dojrzale kocha siebie, ten z podobną miłością idzie do bliźnich, podobnie jak wzajemnie kochający się małżonkowie tą ich wzajemną miłością dzielą się ze swoimi dziećmi. ■