Świętych obcowanie

Opowieści z lasu. Odcinek XXII

„Opowieści z lasu” to nasz cykl o pustelniku, który żyje sobie w lesie koło Rytla, w Konigórtku. Tam ma swoją chatkę, jest absolutnie fikcyjny i literacki; jakakolwiek zbieżność nazwisk i zdarzeń jest przypadkowa, a nawet czasami przypadkowo zamierzona. W poprzednim odcinku został zaproszony przez Amelię na wigilię. Odwdzięczył się zaproszeniem na sylwestra. A dzisiaj jedzie z wizytą duszpasterską do Proboszcza.

Styczniowe słońce przepięknie oświetlało krajową drogę numer 22. Włodek jechał powoli do Funki. Nie spieszył się, podziwiał widoki, które, co prawda, widział już 17 tysięcy razy, ale nigdy mu się nie nudziły. Jechał do Funki, bo proboszcz Zwierzak zaprosił do siebie grono przyjaciół na wspólne śpiewanie kolęd i pożeranie sernika. I na Dzień Wizy­ty Duszpasterskiej u Proboszcza. Wpadł na ten pomysł kilka lat temu. Włodek pamiętał, jak Proboszcz dzielił się wówczas tym pomysłem:
– Łażę na Kolędę, ludziom do chałupy zaglądam, błogosławię, rozmawiam. W tym roku zacząłem się zastanawiać: czemu by nie zrobić na odwrót, czemu ludzie do mnie nie mieliby zajrzeć? Niechby przyszli, niechby zajrzeli do chałupy, niechby sprawdzili, czy posprzątane. Pomodlilibyśmy się razem, pogadalibyśmy. Jakoś tak normalniej by się zrobiło, mam nadzieję. A poza tym, czy ja bezduszny jestem, duszy nie mam, żeby do mnie z wizytą duszpasterską nie można było przyjść?
Włodek opowiadał wtenczas o zwyczajach kolędowych u franciszkanów:
– Wiecie, Proboszczu, a ja to znam takiego franciszkanina. Mieszka w Łagiewnikach, w Łodzi, pracuje w seminarium. Tam to dopiero są zwyczaje kolędowe! 6 stycznia, bo
z reguły to się właśnie 6 stycznia odbywa, Rek­tor ubiera się fachowo: komża, stuła, czasami jakaś kapa. Biorą kadzidło, wodę święconą i idą od pokoju do pokoju, od celi zakonnej do zakonnej celi. Cały dziki tłum braci przechodzi przez mieszkanie. Wśród braci studiujących panuje niepisany zwyczaj, że można sobie zabrać z celi, do której się weszło, cokolwiek. Jako dar kolędowy. Tak po prostu. Czasami znikały braciom książki, czasami czajnik. A czasami nawet i drzwi wejściowe do pokoju ginęły, ale to oczywiście w ramach żartu. Po przejściu stu kolędników przez pokój można się było zdziwić… Ale skoro się ślubowało ubóstwo, to poziom nieprzywiązywania się do przedmiotów warto od czasu do czasu sprawdzić… Tego samego dnia ci franciszkanie jeszcze Świętych losują.
– Świętych losują?
– To taki praktyczny sposób na Świętych obcowanie, przez Świętych losowanie.
– Wytłumacz, panie Włodku, bo nie rozumiem.
– No zbierają się, na przykład, na Nieszporach. Modlą się, odprawiają Nieszpory.
I przed błogosławieństwem losują Świętych. Są przygotowane uprzednio kartoniki, na nich wypisane imiona Świętych i jakaś krótka sentencja. Modlą się chwilkę, a potem idą i losują. Ktoś wylosuje św. Franciszka, ktoś św. Antoniego, ktoś św. Hildegardę z Bingen itd. I uznają, że dany Święty to jest Święty, do którego można się w danym roku jakoś szczególnie modlić. Znam jednego z braci, który próbuje nawet pielgrzymki do grobu Świętego odbywać, oczywiście w ramach możliwości, bo przecież nie każdy Święty
w zasięgu. A te sentencje, które są wypisane na tych kartonikach z imionami Świętych, to są tak trafne, że nie sposób nie uznać, że Boża Opatrzność angażuje się w ten sympatyczny zwyczaj i wykorzystuje moment, żeby temu czy innemu bratu coś ciekawego czy istotnego podpowiedzieć.
Tak gaworzyli kilka lat temu. Proboszczowi spodobał się pomysł. I już od kilku lat wizyta kolędowa u Proboszcza odbywała się tak, że kto z parafian chciał, przychodził 5 stycznia albo 6 stycznia wieczorem, śpiewał kolędę, sprawdzał, co i jak u Proboszcza. Modlili się razem za parafię. Potem, na odchodne, taki kolędnik losował sobie Świętego. Proboszcz Zwierzak przygotowywał całe góry kartoników z wypisanymi imionami Świętych, aby dla nikogo nie zabrakło.
A w innym koszyku przygotowywał koperty z datkami. Po prostu wkładał do tego koszyka to, co ludzie jemu ofiarowali
podczas Kolędy. Nie otwierał tych kopert, tylko wkładał je do koszyka, który wystawiał w dzień wizyty parafian. I jak przychodził ktoś potrzebujący, to sobie losował taką kopertę i już. Taki sobie kolędowy dar zabierał.